Dawno nie słuchałem Tricky'ego, nie zagłębiałem się też nigdy zbytnio w jego twórczość toteż na koncercie spodziewałem się "hip-hopu na kwasie" a tymczasem dostałem "naćpany" rock przyprawiony elektroniką. Dla mnie była to raczej miła niespodzianka (nie ostatnia jak się okazało) :)
Niespodzianką numer dwa było to, że właściwie mało było Tricky'ego w Trickym. Przez większość czasu śpiewała bodajże Francesca Belmonte... natomiast Adrian sobie pląsał na scenie i tylko od czasu do czasu coś wokalnie od siebie dodał (pod koniec koncertu dopiero się "rozkręcił").
Trzecią niespodzianką był support - K BLEAX - wypadła w moich oczach bardzo dobrze. Szkoda tylko, że jej występ trwał ok. 20-25 minut a po nim nastąpiła półgodzinna przerwa przed główną atrakcją tego wieczoru co deczko rozbiło klimat zbudowany przez Kamilę.
Ogólnie to chciałem jeszcze przekazać ważny przekaz (prawilnie ;P), że warto chodzić na darmowe koncerty :P i nie mówię tu tylko o tych większych, na które wejściówki wygrać można czasem w jakimś konkursie (tak jak ja to uczyniłem), ale też o kapelach niszowych, praktycznie nie znanych - warto dopingować "młodych" muzyków. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz