Stało się - w tym roku po raz pierwszy wybrałem się na Przystanek Woodstock. Wiedziony wizją znakomitych występów Eluveitie i Flogging Molly przybyłem na ostatni dzień festiwalu…
Zmysł mnie nie mylił ;) Krótko mówiąc - na Woodstocku nagłośnienie jest wyborne, zespoły dały z siebie wszystko a i technicy nie są w ciemię bici ;)
Flogging Molly dane mi było usłyszeć po raz pierwszy na żywo - zostałem rozłożony na łopatki. Naprawdę zajebisty koncert. Set zróżnicowany - można było “potańczyć” przy skocznych kawałkach z irlandzkim przytupem…
…jak i pobujać się (odpoczywając) przy bardziej spokojnych, odrobinę melancholijnych melodiach.
Do tego kontakt z rzednącą już publiką (występ rozpoczął się po 1 w nocy) wzorowy :) Zdecydowanie jeden z najlepszych występów na tego rocznym Przystanku (również wg. znajomych, którzy byli tam cały czas) :)
Na Eluveitie byłem w zeszłym roku na koncercie klubowym więc zaskoczenia nie było - koncert bardzo dobry, set treściwy, brakło kilku lubianych przeze mnie kawałków, chociażby Quoth The Raven czy The Silver Sister, no ale wiadomo, festiwal - nie można mieć wszystkiego. Poza tym nie mam się w sumie do czego przyczepić ;)
Ponadto zobaczyłem jeszcze:
Końcówkę Proletaryatu, z którego zapamiętałem tylko “Nie! Kurwa, nie!” ;P
Black Label Society - koncert średni. Nie porwał mnie w żaden sposób. Kilkuminutowa solówka Zakka mnie bardziej znudziła niż zachwyciła…
Shaggiego, na którym zostałem bo nie chciało mi się iść na małą scenę, na Oberschlesien, który jak się dowiedziałem dopiero po powrocie do domu, został odwołany. Kudłacz porwał tłum. Mi natomiast jego show kojarzyło się ze Stachurskym (czy czymś w tym stylu)…
Przystanek Woodstock budzi we mnie mieszane uczucia - z jednej strony świetne koncerty, zarówno od strony technicznej jak i artystycznej, a z drugiej cała festiwalowa otoczka, która nie każdemu może przypaść do gustu. Mi raczej nie przypadła (więc troszkę ponarzekam ;).
W kontekście festiwalu ciągle się słyszy o ekologii - do której w opozycji stoją walające się wszędzie śmieci. Chyba tylko niewielkiej liczbie osób chce się po sobie sprzątać na polu namiotowym, reszta wręcz sra pod siebie, przez co niemal cały teren wygląda jak wysypisko śmieci. A nad tym wszystkim góruje wielki napis Greenpeace…
Spora część uczestników chodzi najebana, niektórzy już nawet nie chodzą tylko leżą gdzie popadnie, dając pożywkę przeciwnikom Owsiaka. Domyślam się tylko, że to właśnie ci, którzy przyjechali na Woodstock dla “klimatu a nie koncertów”…
O ile na pijanych woodstockowiczów mógłbym przymknąć oko, o tyle na tonę śmieci, jako student ochrony środowiska, już tak średnio i jeśli tak wygląda “Najpiękniejszy Festiwal Świata” to boje się nawet pomyśleć jaki jest ten najbrzydszy…
Mimo wszystko na Przystanek pewnie kiedyś wrócę - jak znów zawita kapela, która potencjalnie może urwać mi dupsko ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz