W zeszły piątek miałem przyjemność być na drugiej części trasy spod szyldu Folk Metal Crusade 2015. Tak jak poprzednim razem nie obyło się bez potknięć…
Po raz kolejny Łódź okazała się pechowa i na koncercie nie pojawił się jeden z zespołów - tym razem padło na Kryvode. Niestety organizatorzy nie popisali się i z tego tytułu nie pojawiła się ani żadna informacja na fejsbukowej stronie wydarzenia ani na bramce. Przybyłem kilkanaście minut po 19, wg. rozpiski byłem już spóźniony - planowo start miał być o 19… Tymczasem na występy przyszło mi czekać godzinę, a o tym dlaczego muszę tak długo czekać i kogo zabrakło dowiedziałem się od wokalistki pierwszego supportu.
A był nim Othalan. Przy czym warto zaznaczyć, że bardzo dobry support ;) Może fani metali ciężkich nie byli zbyt zachwyceni bo zespół prezentuje muzykę z większym naciskiem na folk ale przyjęcie publiki raczej było ciepłe - już w trakcie drugiego kawałka wystąpiły zalążki pogo ;P Na mnie zrobili pozytywne wrażenie ;)
Prócz tekstów utworów, muzycznie folk wprowadzany był za pomocą fletu, oboju i szałamai. W kwestii ubioru tylko część zespołu wdziała coś bardziej epokowego ;)
Drugim w kolejności był Diaboł Boruta. Na ich występie młyn pod sceną rozkręcił się na dobre - przyczynił się do tego bardzo energiczny set, bardzo dobry kontakt z publiką (”Dobra. To napierdalamy!”). Oprócz repertuaru własnego kapela uraczyła nas coverem utworu Vodka Korpiklaani - w pierwszej chwili miałem bardzo duże obawy, mając w pamięci wiosenną edycję FMC, po chwili jednak przekonałem się, że były one niesłuszne. Wprawdzie instrumenty ludowe zostały zastąpione keyboardem i brak było odtwórstwa historycznego w strojach muzyków to czuć było folk metal na milę :P
Występ zdecydowanie na plus :)
Kolejnym zespołem był Netherfell… obawiałem się tego występu… i niestety w tym przypadku obawiałem się słusznie. Od poprzedniej edycji FMC na lepsze nie zmieniło się nic. Nadal rażą sample puszczane z laptopa, coreowy wizerunek i słaby wokal. Przy czym nie jestem sam w tym osądzie - dało się słyszeć negatywne opinie wśród publiki, która uległa wyraźnemu przerzedzeniu tuż przed tym jak Netherfell zaczął grać. Pomijając pogujących pod sceną, dość spora część tych, którzy zostali na sali nie sprawiała wrażenia zachwyconych występem.
Tym razem nie uświadczyliśmy widoku wokalisty hasającego pod sceną ponieważ skręcił kostkę kilka dni wcześniej… a zawsze takie akcje odbieram pozytywnie :) Również kolejne zmasakrowanie Luxtos nie pomogło w pozytywnym odbiorze ich wyczynów (chociaż trzeba przyznać, że jakby troszkę lepiej im jednak idzie ten cover). Podsumowując - zdecydowanie najsłabszy występ tego wieczoru.
Na zakończenie wystąpiła gwiazda wieczoru - GRAI i… cóż to był za koncert! Już w pierwszych minutach zrekompensował mi i pewnie nie tylko mi, trud czekania i przeżycia koncertu Netherfell ;P
O ile młyn pod sceną nikogo nie dziwi, o tyle nie często zdarza się żeby praktycznie cały klub “chodził” - było skocznie, wszystko tirlało pirlało (dzięki Aliji) a potrójny zaśpiew dodawał niepowtarzalnego klimatu. Na scenie szalała Irina - prawdziwy wulkan energii - gdyby klub był większy w hasaniu mogłaby dorównać Mashy z Arkony ;P raz nawet porwała Yuria (basistę) w tany. Zwykle jednak wraz z Aliyą robiły headbanging, którego mógłby pozazdrościć niejeden trve metalhead ;]
W kwestii repertuaru zaprezentowali przekrojówkę twórczości czyli największe hiciory. Do posłuchania jeden z tych hiciorów właśnie:
Podsumowując: Druga edycji FMC mimo potknięć organizatorskich wypadła w moich oczach zdecydowanie lepiej. Z pewnością bardzo duża w tym zasługa GRAI(u/a? nie wiem :P), którego to koncert jest zdecydowanie więcej wart niż 15zł… Mam nadzieję, że dane mi będzie wpaść na kolejne wydarzenia spod znaku Folk Metal Crusade tak więc raczej… do zobaczenia! ;)
zdjęcie - geritavonrita

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz